sobota, 31 stycznia 2015

Diabeł tkwi w … narzędziach





W dyskusjach kolejnych Kongresów Obywatelskich dotyczących uwolnienia energii Polaków, tworzeniu kapitału ludzkiego, roli i rozwoju tzw. miękkich kompetencji (kreatywności, inicjatywy, umiejętności współpracy w grupie, umiejętności komunikacyjnych etc.) i podobnym zagadnieniom niewiele uwagi poświęca się narzędziom osiągania postulowanych celów. Tymczasem same idee i dobre chęci nie wystarczą! Co niestety owocuje/owocować może kosztownymi, kompletnie nieefektywnymi czy wręcz szkodliwymi i sprzecznymi z postulowanymi celami działaniami.

Adresatem, co zrozumiałe, ogromnej części postulatów jest nasz system szkolny. I tu niestety mamy problem! Jest znaną z nauk o zarządzaniu prawdą, że narzędzia i sposoby kierowania w instytucjach o strukturze hierarchicznej przenoszą się z góry w dół, nigdy odwrotnie. Jeśli więc ścisłe kierownictwo zarządza instytucją przy pomocy sztywnych i niepodważalnych dyrektyw, których wprowadzanie jest wymuszane, to nie ma najmniejszych szans by w komórkach na dole kwitł duch partycypacji, demokratyzmu i zaangażowania. Po prostu kolejne, coraz niższe, szczeble nie mają wyboru – też muszą wymuszać realizację szczegółowych dyrektyw, na których powstanie i treść nie mają wpływu… Jest też znaną z psychologii prawdą, że zewnętrzna motywacja zabija wewnętrzną – współistnieć one nie mogą!

Polski system edukacyjny jest obecnie skrajnie scentralizowany, zuniformizowany i zbiurokratyzowany od samej góry. Stosowane w nim narzędzia kierowania są oparte niemal wyłącznie na nakazie i strachu, bez bodźców pozytywnych, bez budowania i wykorzystania (realnego!) zaangażowania realizatorów. W świetle tego co napisałam wyżej, nie ma szans by na samym dole tego zhierarchizowanego systemu na liczącą się skalę (oczywiście bywają czasem hobbyści!) budowano u uczniów miękkie kompetencje – kreatywność, inicjatywę, umiejętności współpracy w grupie, życia w demokratycznym społeczeństwie etc. Mogą być jedynie, mocą biurokratycznego nakazu, budowane ich atrapy, które raczej te miękkie kompetencje dewaluują niż je budują. Sztandarowego przykładu dostarczają tu losy bardzo skądinąd efektywnego narzędzia budowy miękkich kompetencji (co wiem z doświadczeń 12 lat pracy w programie Międzynarodowej Matury(IB)  i … z harcerstwa), jakim jest projekt.

Minister Hall wprowadziła, drogą administracyjną, obowiązek realizacji takiego projektu przez gimnazjalistów. Jego tytuł obligatoryjnie trafia na ich końcowe świadectwo. Projekty są na świecie i powinny być u nas formą aktywności wybieraną przez uczniów oraz ich nauczycieli z własnej woli i zgodnie z zainteresowaniami oraz w podobny sposób realizowaną (głównie dla satysfakcji czerpanej ze zrobienia czegoś pożytecznego dla innych i/lub siebie!). Zamieniły się zaś w przymusową, obrosłą licznymi formularzami i załącznikami pańszczyznę. Pańszczyznę, mimo obfitej dokumentacji (a może właśnie dzięki niej!), często ocierającą się o fikcję.
 Oczywiście dodatkowo, ale tylko dodatkowo, sytuację pogorszył fakt, że wprowadzeniu obowiązkowych projektów nie towarzyszyło (a powinno wyprzedzać!) odpowiednie przygotowanie – szkolenia nauczycieli, pilotaże etc. Jest jasne, że o rozwoju „miękkich kompetencji” przy realizacji projektowej pańszczyzny można zapomnieć! Zasadne jest też pytanie, czy w sformalizowanym świecie polskiej szkoły autentyczne (!) projekty nie są po prostu przypadkiem „ciałem obcym”. Mamy więc „projekt” prawie taki jak w szkołach krajów rozwiniętych – prawie czyni jednak, jak wiadomo, wieeelką różnicę …
W swoim czasie, zarówno w II RP jak i w PRL, mimo obecnych w obu okresach z większym lub mniejszym natężeniem serwitutów ideologicznych i słabości, ogromną rolę w kształtowaniu miękkich kompetencji odgrywało wspierane intensywnie przez państwo masowe harcerstwo. Dziś państwo praktycznie z wspierania rozwoju potencjału społecznego i osobistego dzieci oraz młodzieży metodami harcerskimi(skautowymi) zrezygnowało, nie tworząc jednocześnie niczego wzamian.
Jeśli chcemy więc rzeczywiście rozwijać „miękkie kompetencje” naszej młodzieży (i , szerzej, społeczeństwa!), a nie budować  kolejne fasadowe „potiomkinowskie wioski”, warto się zastanowić nad tym, czy aby na pewno używamy odpowiednich do tego narzędzi…


Małgorzata  i   Włodek    Warszawa,październik 2014

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz