Dydaktyka i wychowanie jako
zadania szkoły są sobie często przeciwstawiane. Moim zdaniem jest to podejście
wyjątkowo błędne. Owszem zła dydaktyka (nudne i na niskim poziomie
prowadzone lekcje, bezsensowne i nieskonkretyzowane wymagania, niezbyt wysoki
poziom merytoryczny nauczycieli oraz ich mało budujące postawy prezentowane
przy okazji nauczania etc.etc.) jest antywychowawcza.
Podobnie źle rozumiane i
wszechogarniające wychowywanie (próba dopisania werbalnego wychowawczego
„smrodku” każdemu elementowi dydaktyki,
dobór tematyki zajęć pod kątem jej rzekomej użyteczności wychowawczej
itp.itd.) nie sprzyja jakości dydaktyki. Nie sprzyja ono skądinąd również osiąganiu
pozytywnych efektów wychowawczych.
Z
drugiej pozytywnej strony uczeń ma np. szanse nie popaść w różnego typu
uzależnienia nie tylko dlatego, że w ramach wyizolowanego programu przekazano
mu informacje o ich negatywnych skutkach a nawet nauczono asertywnie odmawiać.
Posiadanie horyzontów dostatecznie szerokich by można było wyznaczać sobie
interesujące cele życiowe oraz intelektualnych narzędzi
pozwalających owe cele realizować zabezpiecza przed wspomnianymi
zagrożeniami nie gorzej, a w moim przekonaniu nawet lepiej.
Podobnie dobrze ukształtowane osobowość ucznia
i jego umiejętności społeczne sprzyjają osiąganiu przez niego sukcesów w nauce.
Uczeń przychodzi do szkoły by
zdobyć szereg kluczowych umiejętności, które będą stanowić podstawę jego
przyszłych kompetencji zawodowych i obywatelskich, bazę do dalszego podnoszenia
oraz aktualizowania zdobytych już kwalifikacji w dorosłym życiu oraz umożliwiać
mu uczestnictwo w ojczystym i globalnym świecie kultury.
Wokół zdobywania tych umiejętności powinno się
koncentrować gros jego szkolnej aktywności, a on sam tak właśnie musi widzieć
sens tego co robi.
Przy okazji niejako będą się kształtować różne
pożądane elementy jego osobowości i umiejętności społecznych.
Znacznie lepiej bowiem niż najlepiej
przygotowana pogadanka o szacunku dla pracy kształtuje ów szacunek praca
samodzielnie wykonana w zespole, zwłaszcza gdy widać jej użyteczność. Kazanie
na temat punktualności jako uprzejmości królów zostanie pobite na głowę w
zinternalizowaniu zapotrzebowania na tę cnotę przez systematyczne egzekwowanie
dotrzymywania uzgodnionych ze szkołą i innymi grupami uczniów terminów oraz
punktualność w funkcjonowaniu samej szkoły. Sztuczne zajęcia o współpracy w
grupie są na pewno mniej efektywne w kształtowaniu stosownych umiejętności niż
sytematyczne realizowanie w różnych grupach proponowanych, polecanych czy
sugerowanych przez szkołę działań. Zwłaszcza gdy są one dla uczestników
sensowne. Dokładność i porządek oraz przestrzeganie pewnych norm zachowań też
kształtuje się znacznie efektywniej egzekwując je skrupulatnie na co dzień niż
za pomocą wykładów o ich wadze i niezbędności. Osobisty przykład lubianego (co
nie znaczy niewymagającego) oraz darzonego zaufaniem za kompetencje i sposób
bycia nauczyciela działa wielokrotnie efektywniej niż umieszczone w każdym
punkcie szkoły łącznie z WC hasła i informacje o jej misji oraz szlachetnych
celach. Do tego oczywiście nauczyciel powinien mieć odpowiednie kwalifikacje
zarówno merytoryczne jak i osobowościowe, ale to już zupełnie inna historia.
Oczywiście uczeń, nawet ten w
okolicach matury, nie jest jeszcze w pełni dojrzały.
Wielu dorosłych nie jest nimi zresztą nawet na
łożu śmierci. Ma zupełnie inne spojrzenie na czas. Dorosłe życie i jego
konieczności wydają mu się odległe, a zwykłe młodzieńcze fascynacje(rozrywka,
seks) są bliskie i konkretne. Dlatego jest też szkodliwą utopią teoria iż
będzie się on uczył z czystego zafascynowania przedmiotem. Takie podejście
dotyczy mniejszości. Potrzebuje on różnorodnych bodźców(pozytywnych i
negatywnych) kierujących jego uwagę ku założonym celom oraz odpowiednich
systemów dyscyplinarnych. Nawet większość bardzo dorosłych i odpowiedzialnych
ludzi jest skłaniana do wykonywania obowiązków przy pomocy systemu premii oraz
sankcji(materialnych i niematerialnych) z groźbą zwolnienia z pracy oraz
pozbawienia wolności włącznie. Wszelkie
utopie zaś prowadzą do działań fasadowych, które z wychowawczego punktu
widzenia są wyjątkowo szkodliwe.
Symbioza dobrej dydaktyki
z dobrym wychowaniem wymaga jednak spełnienia pewnych warunków. Bez nich może
się ona owszem od czasu do czasu udawać pasjonatom czy ich grupkom, ale w skali
masowej wystąpić nie ma szans.
1.Poziom zarobków szeregowych
nauczycieli musi pozwalać im na normalne życie z samej pensji. Wynika to
chociażby z hierarchii potrzeb Maslowa czy z badań nad motywacją pracowników
prowadzonych przez Herzbergera w USA w latach siedemdziesiątych. Odwołuję się
tu do wyników badań naukowych a nie do zdrowego rozsądku, gdyż wielu Polaków
wierzy jeszcze,że wystarczy odwoływanie się do etosu i powinności zawodu,
obowiązków społecznych etc.etc.Otóż w świetle wspomnianych badań przypomina to
zaklinanie deszczu czy próby skonstruowania perpetuum mobile. Bez spełnienia
tego warunku środowisko nauczycieli i wychowawców stanie się w jeszcze większym
stopniu zbiorowiskiem frustratów o niskich umiejętnościach profesjonalnych.
Jego efektywność zarówno dydaktyczna jak i wychowawcza będzie w sumie zerowa
jeśli nie ujemna.
2.Możliwość indywidualnego
podejścia do ucznia przez nauczyciela musi być traktowana realistycznie. We
współczesnym amerykańskim podręczniku dla nauczycieli powiada się tak „Dobrze
byłoby gdybyś co tydzień robił swoim uczniom sprawdzian oraz sprawdzał ich
pracę domową. Ponieważ jednak każda z tych czynności musi ci zająć około 10
minut na jednego ucznia, to w sumie tylko to zajęłoby ci tygodniowo około 20 – 30 godzin(Amerykański
nauczyciel uczy w sumie około 100uczniów). Dlatego musisz swoje zadania
zaplanować bardziej realistycznie.” Polski nauczyciel uczy 150- 300 a bywa, że i więcej
uczniów. Wychowawca zaś poza obowiązkami dydaktycznymi ma w swojej klasie około
30 wychowanków. Pracują więc i nauczyciele i wychowawcy z grupą i poprzez nią
oddziaływują wychowawczo. Polska szkoła jest tu w o tyle dobrej sytuacji, że
taka stała grupa w postaci szkolnej klasy istnieje. W wielu krajach
rozwiniętych w trosce o sprawność organizacyjną szkoły takie możliwości
zlikwidowano. Szczególnie istotna jest tu osoba wychowawcy – musi on mieć
czas(nie mówiąc o umiejętnościach) na pracę z klasą i zdobycie jej zaufania.
Indywidualne oddziaływania są możliwe jedynie w sporadycznych sytuacjach.
Dlatego też prawie wszystkie przypadki, które wymagają dużej dawki
indywidualnych oddziaływań muszą trafiać do wyspecjalizowanych instytucji.
Utrzymywanie na siłę w normalnej szkole razem uczniów o dużym negatywnym
odchyleniu od przeciętnej zarówno w zakresie zachowań społecznych jak i
możliwości intelektualnych musi się odbywać ze szkodą zarówno dla ich kolegów
jak i dla nich samych.
3.Działania wychowawcze
wymagają minimum odpowiednich warunków – pokoiku, w którym da się porozmawiać
spokojnie w cztery oczy, sali, w której można usiąść w kręgu całą klasą bez
potrzeby dokonywania przebudowy i tłoczenia się jak śledzie w beczce, szkolnych
władz różnych szczebli, których kompetencje pedagogiczne pozwolą na zrozumienie
i właściwą ocenę efektywnych działań wychowawczych. Wezwania, apele i programy
nie wystarczą.
Włodzimierz Zielicz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz