sobota, 31 stycznia 2015

Uczyć czy wychowywać ……a może źle postawione pytania ?

    

 Dydaktyka i wychowanie jako zadania szkoły są sobie często przeciwstawiane. Moim zdaniem jest to podejście wyjątkowo błędne. Owszem zła dydaktyka (nudne i na niskim poziomie prowadzone lekcje, bezsensowne i nieskonkretyzowane wymagania, niezbyt wysoki poziom merytoryczny nauczycieli oraz ich mało budujące postawy prezentowane przy okazji nauczania etc.etc.) jest antywychowawcza.
Podobnie źle rozumiane i wszechogarniające wychowywanie (próba dopisania werbalnego wychowawczego „smrodku” każdemu elementowi dydaktyki,
dobór tematyki zajęć pod kątem jej rzekomej użyteczności wychowawczej itp.itd.) nie sprzyja jakości dydaktyki. Nie sprzyja ono skądinąd również osiąganiu pozytywnych efektów wychowawczych.

 Z drugiej pozytywnej strony uczeń ma np. szanse nie popaść w różnego typu uzależnienia nie tylko dlatego, że w ramach wyizolowanego programu przekazano mu informacje o ich negatywnych skutkach a nawet nauczono asertywnie odmawiać. Posiadanie horyzontów dostatecznie szerokich by można było wyznaczać sobie interesujące cele życiowe oraz intelektualnych narzędzi
pozwalających owe cele realizować zabezpiecza przed wspomnianymi zagrożeniami nie gorzej, a w moim przekonaniu nawet lepiej.

Podobnie dobrze ukształtowane osobowość ucznia i jego umiejętności społeczne sprzyjają osiąganiu przez niego sukcesów  w nauce.
   Uczeń przychodzi do szkoły by zdobyć szereg kluczowych umiejętności, które będą stanowić podstawę jego przyszłych kompetencji zawodowych i obywatelskich, bazę do dalszego podnoszenia oraz aktualizowania zdobytych już kwalifikacji w dorosłym życiu oraz umożliwiać mu uczestnictwo w ojczystym i globalnym świecie kultury.
Wokół zdobywania tych umiejętności powinno się koncentrować gros jego szkolnej aktywności, a on sam tak właśnie musi widzieć sens tego co robi.

Przy okazji niejako będą się kształtować różne pożądane elementy jego osobowości i umiejętności społecznych.
Znacznie lepiej bowiem niż najlepiej przygotowana pogadanka o szacunku dla pracy kształtuje ów szacunek praca samodzielnie wykonana w zespole, zwłaszcza gdy widać jej użyteczność. Kazanie na temat punktualności jako uprzejmości królów zostanie pobite na głowę w zinternalizowaniu zapotrzebowania na tę cnotę przez systematyczne egzekwowanie dotrzymywania uzgodnionych ze szkołą i innymi grupami uczniów terminów oraz punktualność w funkcjonowaniu samej szkoły. Sztuczne zajęcia o współpracy w grupie są na pewno mniej efektywne w kształtowaniu stosownych umiejętności niż sytematyczne realizowanie w różnych grupach proponowanych, polecanych czy sugerowanych przez szkołę działań. Zwłaszcza gdy są one dla uczestników sensowne. Dokładność i porządek oraz przestrzeganie pewnych norm zachowań też kształtuje się znacznie efektywniej egzekwując je skrupulatnie na co dzień niż za pomocą wykładów o ich wadze i niezbędności. Osobisty przykład lubianego (co nie znaczy niewymagającego) oraz darzonego zaufaniem za kompetencje i sposób bycia nauczyciela działa wielokrotnie efektywniej niż umieszczone w każdym punkcie szkoły łącznie z WC hasła i informacje o jej misji oraz szlachetnych celach. Do tego oczywiście nauczyciel powinien mieć odpowiednie kwalifikacje zarówno merytoryczne jak i osobowościowe, ale to już zupełnie inna historia.
   Oczywiście uczeń, nawet ten w okolicach matury, nie jest jeszcze w pełni dojrzały.
Wielu dorosłych nie jest nimi zresztą nawet na łożu śmierci. Ma zupełnie inne spojrzenie na czas. Dorosłe życie i jego konieczności wydają mu się odległe, a zwykłe młodzieńcze fascynacje(rozrywka, seks) są bliskie i konkretne. Dlatego jest też szkodliwą utopią teoria iż będzie się on uczył z czystego zafascynowania przedmiotem. Takie podejście dotyczy mniejszości. Potrzebuje on różnorodnych bodźców(pozytywnych i negatywnych) kierujących jego uwagę ku założonym celom oraz odpowiednich systemów dyscyplinarnych. Nawet większość bardzo dorosłych i odpowiedzialnych ludzi jest skłaniana do wykonywania obowiązków przy pomocy systemu premii oraz sankcji(materialnych i niematerialnych) z groźbą zwolnienia z pracy oraz pozbawienia wolności  włącznie. Wszelkie utopie zaś prowadzą do działań fasadowych, które z wychowawczego punktu widzenia są wyjątkowo szkodliwe.
    Symbioza dobrej dydaktyki z dobrym wychowaniem wymaga jednak spełnienia pewnych warunków. Bez nich może się ona owszem od czasu do czasu udawać pasjonatom czy ich grupkom, ale w skali masowej wystąpić nie ma szans.

   1.Poziom zarobków szeregowych nauczycieli musi pozwalać im na normalne życie z samej pensji. Wynika to chociażby z hierarchii potrzeb Maslowa czy z badań nad motywacją pracowników prowadzonych przez Herzbergera w USA w latach siedemdziesiątych. Odwołuję się tu do wyników badań naukowych a nie do zdrowego rozsądku, gdyż wielu Polaków wierzy jeszcze,że wystarczy odwoływanie się do etosu i powinności zawodu, obowiązków społecznych etc.etc.Otóż w świetle wspomnianych badań przypomina to zaklinanie deszczu czy próby skonstruowania perpetuum mobile. Bez spełnienia tego warunku środowisko nauczycieli i wychowawców stanie się w jeszcze większym stopniu zbiorowiskiem frustratów o niskich umiejętnościach profesjonalnych. Jego efektywność zarówno dydaktyczna jak i wychowawcza będzie w sumie zerowa jeśli nie ujemna.

   2.Możliwość indywidualnego podejścia do ucznia przez nauczyciela musi być traktowana realistycznie. We współczesnym amerykańskim podręczniku dla nauczycieli powiada się tak „Dobrze byłoby gdybyś co tydzień robił swoim uczniom sprawdzian oraz sprawdzał ich pracę domową. Ponieważ jednak każda z tych czynności musi ci zająć około 10 minut na jednego ucznia, to w sumie tylko to zajęłoby ci  tygodniowo około 20 – 30 godzin(Amerykański nauczyciel uczy w sumie około 100uczniów). Dlatego musisz swoje zadania zaplanować bardziej realistycznie.” Polski nauczyciel uczy 150- 300 a bywa, że i więcej uczniów. Wychowawca zaś poza obowiązkami dydaktycznymi ma w swojej klasie około 30 wychowanków. Pracują więc i nauczyciele i wychowawcy z grupą i poprzez nią oddziaływują wychowawczo. Polska szkoła jest tu w o tyle dobrej sytuacji, że taka stała grupa w postaci szkolnej klasy istnieje. W wielu krajach rozwiniętych w trosce o sprawność organizacyjną szkoły takie możliwości zlikwidowano. Szczególnie istotna jest tu osoba wychowawcy – musi on mieć czas(nie mówiąc o umiejętnościach) na pracę z klasą i zdobycie jej zaufania. Indywidualne oddziaływania są możliwe jedynie w sporadycznych sytuacjach. Dlatego też prawie wszystkie przypadki, które wymagają dużej dawki indywidualnych oddziaływań muszą trafiać do wyspecjalizowanych instytucji. Utrzymywanie na siłę w normalnej szkole razem uczniów o dużym negatywnym odchyleniu od przeciętnej zarówno w zakresie zachowań społecznych jak i możliwości intelektualnych musi się odbywać ze szkodą zarówno dla ich kolegów jak i dla nich samych. 
   3.Działania wychowawcze wymagają minimum odpowiednich warunków – pokoiku, w którym da się porozmawiać spokojnie w cztery oczy, sali, w której można usiąść w kręgu całą klasą bez potrzeby dokonywania przebudowy i tłoczenia się jak śledzie w beczce, szkolnych władz różnych szczebli, których kompetencje pedagogiczne pozwolą na zrozumienie i właściwą ocenę efektywnych działań wychowawczych. Wezwania, apele i programy nie wystarczą.

Włodzimierz Zielicz
 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz